Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Freud. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Freud. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 czerwca 2026

O popędzie

Auguste Forel był wybitnym psychiatrą i naukowcem. Jego życie zawodowe przypadło na koniec XIX i początek XX wieku. Zajmował się m.in. zagadnieniami hipnotyzmu, który - jak wiemy - stał się punktem wyjścia dla psychiatrycznej teorii nieświadomego, oraz narodzin psychoterapii. Zarządzał w Szwajcarii słynną kliniką w Burghölzli. Po nim piastował to stanowisko jego uczeń Eugen Bleuler - słynny psychiatra, nauczyciel Carla G. Junga i czasowy współpracownik Freuda.

 

Auguste Forel, za: Wikipedia

Jego dzieła były chętnie tłumaczone na język polski i często wznawiane. We wstępie do napisanej w 1905 roku książki Zagadnienia seksualne, Forel pisał: "Ludzkość, jej dobrobyt, jej przyszłe szczęście zależy po największej części od jak najlepszego rozwiązania kwestii płciowej, która posiada niezmiernie doniosłe znaczenie". Autor ten, podobnie zresztą jak wielu naukowców i ludzi kultury przełomu wieków, dopatrywali się w seksualizmie jednej z najważniejszych spraw w życiu człowieka. Trudno się zresztą temu dziwić, jeśli na kwestię tę patrzy się z biologicznego punktu widzenia. Tak na nią spoglądał Forel, naukowiec badający przyrodę ludzką i pozaludzką. Podobnie kwestię tę widział Zygmunt Freud, badacz mózgu, neurolog, psychiatra. Dlatego też uczynił Freud popęd seksualny naczelną siłą motywującą człowieka. Oczywiście ważne by nie interpretować tego faktu w częsty, wulgarny sposób, widząc w seksualności jedynie odniesienie do stosunku płciowego. Freud definiował seksualność bardzo szeroko, jako to, co powiązane jest z przyjemnością. Dlatego też funkcjonowaniem popędu seksualnego w późnej teorii popędów u Freuda rządzi zasada rozkoszy.

Freud w pierwszej teorii popędu wydzielił oprócz popędu seksualnego, również popęd samozachowawczy. Dopiero w drugiej teorii, od początku lat 20-tych XX wieku, rozróżniał dwa popędy: Erosa i Tanatosa. 

Teoria popędu jest spekulatywna z natury rzeczy. Badacze mózgu do dzisiaj nie odnajdują czegoś takiego, jak popęd w mózgu. Dlatego też niemożliwym jest zmierzyć jego energię - libido, nawet jeśli niegdyś Wilhelm Reich twierdził, że jest to możliwe. Neuronauka znajduje różne mózgowe korelaty zachowań, które mogą budować to, co z psychologicznej perspektywy nazwać można popędem. Jedną z teorii, którą interpretuje się współcześnie w ten sposób, jest teoria systemów neurobehawioralnych Jaaka Pankseppa.

Czym jest popęd z perspektywy psychologii? Jest to ta subiektywna siła, owo parcie, które popycha nas, popędza, do jedzenia i picia, kiedy jesteśmy głodni i spragnieni. Pcha do partnera, jeśli czujemy potrzebę zbliżenia seksualnego.

Dość dawno temu, filozof Paul Ricoeur zauważył, że popęd jest kluczowym pojęciem dla psychologii Freuda. Zapewnia on bowiem przejście z biologicznej sfery, do sfery psychicznej. Zapewnia przejście od funkcjonowania biofizycznego opisywanego językiem energii, do psychologii posługującej się pojęciami sensu i znaczenia. Bez tego zabiegu nie da się w satysfakcjonujący sposób przezwyciężyć podziału człowieka na ciało i umysł. Bez rozwiązania tego problemu, trudno budować spójną psychologię i psychoterapię. Dlatego pojęcie popędu jest wciąż nośne i użyteczne praktycznie. Nie oznacza to, że w samej psychoanalizie nie przechodziło ono różnych przemian, aż do odrzucenia go przez niektórych teoretyków. Proces ten przedstawia w swoim tekście Od popędu do prawdziwego self Anna Czownicka doprowadzając go aż do teorii idiomu Chrisa Bollasa. W tym ujęciu to nie popęd, ale idiom, pewna wyjątkowa część self w każdym człowiek jest głównym źródłem motywacji i parcia do działania. Idiom prze bowiem do realizacji.

Zapraszam do obejrzenia wystąpienia Otto Kernberga, który w swojej teorii zachowuje pojęcie popędu i stara się opracować go w nowy, naukowy sposób:


Zapraszam do kontaktu:

Jakub L. Przybyła Gabinet Psychoterapii psychodynamicznej w Krakowie

tel. 888 867 115

gabinet.imago@gmail.com

 
 

wtorek, 3 lutego 2026

Schopenhauer i Nietzsche jako nieświadomi prekursorzy psychoanalizy

Na środowych spotkaniach u Freuda dyskutowano zarówno o filozofii Arthura Schopenhauera, jak też Fryderyka Nietzschego. Obaj wielcy myśliciele stworzyli swoiste teorie nieświadomego. Nie było to naturalnie dokładnie to samo rozumienie tego terminu, jakie zaproponowała psychoanaliza. Jednak Nietzsche wyraźnie pisał, o tym, że w człowieku panuje jakieś Selbst, coś co wymyka się świadomości. To raczej zwierzęca część człowieka. Schopenhauer znany jest jako metafizyk woli. Jest to termin, który oznacza substancję samą, to z czego składa się świat. Ale substancja ta możliwa jest tylko do rozpoznania intuicyjnego w człowieku jako jego chcenie, wola właśnie. W tym znaczeniu, wola - i szeroko, i wąsko rozumiana, jest czymś nieświadomym, co dopiero świadomym powinno zostać uczynione. Oczywiście ujęcie to jest filozoficzne, ale momentami wola ta jawi się jak freudowski popęd życia. Można powiedzieć, że freudyzm, częściowo, jest schopenhaueryzmem stosowanym, użytym jako forma terapii.
 
Czy Freud popełniał plagiat? Czy teoria Freuda traci cokolwiek na swojej oryginalności ze względu na te wspaniałe filozoficzne korzenie? Oczywiście odpowiedź na oba pytania brzmi: NIE! Freud lubił podkreślać oryginalność swojej myśli. Cóż w tym dziwnego? Nie mógł jednak nie zdawać sobie sprawy z filozoficznych ujęć nieświadomego. Istnieje zresztą bogata literatura na ten temat. Gdyby Freud nie znał tych odniesień, nie odcinałby się od nich tak gwałtownie. Całej społeczności psychoanalitycznej przypomniał je jeszcze za życia Freuda Wilhelm Windelband i Israel Levin. Przez całą drugą połowę XIX wieku żyto w kręgach intelektualnych Cesarstwa Niemieckiego, Austro-Wegierskiego i pewnie też Francji filozofią Schopenhauera, a później też von Hartmanna. Freud nawet jeśli nie czytał tych autorów, nie mógł nie znać ich idei. Nie zmienia to jednak tego, że to Freud właśnie, a nie kto inny (na pewno nie Charcot, czy Janet) dokonał rewolucji w psychologii tworząc psychoterapię, psychoanalizę i psychologię głębi. To dzięki niemu współcześnie mamy psychoterapię i nie ma takiego nurtu terapii, który czegoś nie zawdzięczałby odkryciom Freuda. Nawet jeśli są ludzie, którym się to nie podoba...
 
Terapią, która eksploruje świat nieświadomych znaczeń jest terapia psychoanalityczna i psychodynamiczna. Do takiej terapii mogę Państwa zaprosić!
 
Zachęcam do kontaktu:
 
- psychoterapia
- superwizja
- seminaria teoretyczne
 
Jakub L. Przybyła 
Gabinet Psychoterapii psychodynamicznej IMAGO, Kraków
tel. 888 867 115
gabinet.imago@gmail.com 

 

A. Schopenhauer

 

 

F. Nietzsche

 

poniedziałek, 28 maja 2018

Histeria, neurologia i stary, dobry Freud

Często powtarzane są głosy, że zaburzenia histeryczne, szczególnie w takiej postaci w jakiej badał je i opisał Zygmunt Freud, odeszły w zapomnienie. Współczesność miałaby być erą uzależnień i zaburzeń osobowości. Suzanne O'Sullivan w swojej książce Wszystko jest w twojej głowie. Opowieść o chorobach psychosomatycznych pokazuje jednak, że zaburzenia konwersyjne, psychosomatyczne, somatoformiczne, często w takiej właśnie formie, w jakiej opisał je Freud i jemu współcześni, nadal występują i są częstą przypadłością. Osoby cierpiące na te problemy rzadziej jednak trafiają do gabinetu psychiatry lub psychoterapeuty, a częściej do neurologa. Ta fascynująca opowieść, która odwołuje się do tradycji wielkich pionierów badań nad związkiem ciała i umysłu: Charcota, Janeta i Freuda, pokazuje, że wciąż pozostaje prawdą fakt cierpienia z powodów emocjonalnych i nieświadomych. A jednak Freud miał rację. 

Leczenie stanów histerycznych, zaburzeń konwersyjnych i psychosomatycznych jest trudne i długotrwałe. Głównie psychoanaliza i psychoterapia psychodynamiczna może być polecana w tych przypadkach. Chodzi tu oczywiście o fakt brania przez te modalności terapeutyczne pod uwagę istnienia nieświadomego życia psychicznego.

Książkę serdecznie polecam, szczególnie, że czyta się ją łatwo i z przyjemnością. 


Zapraszam na stronę gabinetu psychoterapii psychodynamicznej:

gabinet.imago@gmail.com
tel. 888 867 115
Kraków

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Freud i inni

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wydało nie tak dawno książkę Stephena Mitchella i Margaret Black Freud i inni. Książka ta, to napisany przystępnym językiem przewodnik po historii myśli psychoanalitycznej. Koncentruje się w dużym stopniu na rozwoju psychoanalizy w Stanach Zjednoczonych, przedstawia jednak główne dyskusje i kierunki ewolucji psychoanalizy światowej.

Pozycja ta jest niewątpliwie wartościowa dla tych, którzy chcieliby zapoznać się z rozwojem myśli analitycznej i są otwarci na to, by dostrzegać w  psychoanalizie wciąż żywą naukę zajmującą się człowiekiem. Nie ma bowiem bardziej mylnego mniemania niż to, że psychoanaliza jest zdezaktualizowana a jej tezy pozostają w sprzeczności z ustaleniami innych dziedzin wiedzy o człowieku. Jest dokładnie odwrotnie!!!

Zapraszam na stronę Gabinetu Psychoterapii:

gabinet.imago@gmail.com
tel. 888 867 115 


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Nauka o mózgu i psychoanaliza

Zygmunt Freud tworząc swoją koncepcję aparatu psychicznego wybrał psychologię, ponieważ nie miał dość danych, które umożliwiłyby mu bardziej stanowcze odwołania do biologii mózgu. Był jednak z wykształcenia neurologiem i jego pierwsze artykuły właśnie neurologii dotyczą. Wyraził też pogląd, że może w przyszłości medycyna i biologia dojdzie do takiego poziomu rozumienia zjawisk mózgowych, że psychoterapia nie będzie potrzebna.

Współczesna neuronauka, nauka o mózgu doszła do wielu odkryć od czasów Freuda. Choć również psychofarmakologia poczyniła wielki krok na przód, to ani ona, ani neuronauka nie może póki co zastąpić psychologii i psychoterapii.

Chociaż niektórzy badacze mózgu są dość negatywnie nastawieni do psychoanalizy i jej ojca - Freuda, to inni, również ci najwybitniejsi, doceniają intuicje zawarte w psychoanalitycznej wizji człowieka. Badając funkcjonowania mózgu od strony jego aktywności emocjonalnej Joseph LeDoux i Antonio Damasio przywoływali postać Freuda, jako tego, który słusznie zwracał uwagę na życie nieświadome, procesy emocjonalne i ich znaczenie, oraz rolę wczesnych doświadczeń, które kształtują osobowość człowieka. Okazuje się, że w tej kwestii to badania nad mózgiem dopiero dochodzą do tego, co psychoanalitycy mówili już sto lat temu.

Praktyczną konsekwencją tych wniosków jest to, że to właśnie psychoanaliza i terapia psychodynamiczna okazuje się, że ma rację zajmując się emocjami jako czymś pierwotnym, a nie podejście poznawcze, traktujące reakcje emocjonalne człowieka jako wynik patrzenia poprzez różne poznawcze filtry - przekonania, sądy itp.

Zapraszam na stronę Gabinetu Psychodynamicznego:

gabinet.imago@gmail.com
tel. 888 867 115

fot.pobrane ze strony: PR


wtorek, 24 listopada 2015

Psychoanaliza - filmowe wprowadzenie

Czym jest psychoanaliza? Odpowiedź na to pytanie niby jest oczywista, ale w rzeczywistości sposób w jaki ujmuje się odpowiedź na to pytanie współcześnie, obciążony jest wieloma nieporozumieniami, stereotypami i uproszczeniami. Psychoanaliza jest przede wszystkim praktyką terapeutyczną, oraz koncepcją człowieka - tego, kim jest. Wśród wielu różnych praktyk i teorii pozostaje najgłębszym i najbardziej kompleksowym sposobem podejścia do człowieka. Aby zapoznać się z tym, czym jest teoria psychoanalityczna, zapraszam do obejrzenia kolejnych odcinków filmu What Is Psychoanalysis?






Zapraszam na stronę Gabinetu:

gabinet.imago@gmail.com
tel. 888 867 115

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Agresywność i psychoterapia

Psychoterapia to zjawisko kulturowe. Jak wiele tego rodzaju zjawisk, i ona jest wewnętrznie zróżnicowana: heterogeniczna i heteronomiczna. Można oczywiście szukać punktów wspólnych, czynników uniwersalnie leczących, ale faktem pozostaje, że nurty psychoterapeutyczne są różne, odwołują się do różnych przekonań o naturze ludzkiej psychiki, wizji człowieka, technik leczniczych i w końcu do tego, czym ma być uleczenie.

Wiele z nurtów psychoterapii skupia się na efektywnym działaniu, poprawnym myśleniu, panowaniu nad emocjami, relaksie itp. Tym, czego najczęściej tego rodzaje terapii nie dotykają, to sprawa ludzkiej agresywności

Freud, jako twórca psychoterapii i psychoanalizy, odznaczył się i na tym polu. To on właśnie zajął się ludzką agresją i autoagresją. Kolejną analityczką, która zwróciła szczególną uwagę na ludzką agresję, była Melanii Klein. To ona pokazała, że impulsy agresywne towarzyszą człowiekowi od wieku niemowlęcego, co uprawdopodabnia ich wrodzony charakter. Również liczni naukowcy z dziedzin bio - spolecznych, takich jak: etologia, biologia ewolucyjna, socjobiologia czy psychologia ewolucyjna opisali człowieka, jako istotę o wrodzonych tendencjach agresywnych, wykorzystującą ją do regulacji życia społecznego i przetrwania.

Psychoanaliza i psychoterapia psychodynamiczna eksploruje agresywność i autoagresywność pacjenta, szczególnie wtedy, kiedy stają się one przyczyną cierpienia - w relacjach interpersonalnych, w odniesieniu do własnego dobra, możliwości i zdolności.


Można zaryzykować twierdzenie, że terapia, która nie rozpoznaje fenomenów ludzkiej destrukcyjności i agresywności, wszelkie leczenie pozostawi niedokończonym.

Zapraszam na stronę Gabinetu:

gabinet.imago@gmail.com

Fot. autora, prawa zastrzeżone

poniedziałek, 11 maja 2015

Freud i Nieświadome

Często uważa się, że Zygmunt Freud był odkrywcą nieświadomości, podświadomości - jak mylnie mówią inni, albo nieświadomego, jak należałoby powiedzieć prawidłowo. Z drugiej strony wielu krytyków od Pierre'a Janeta po Ernsta Gellnera zarzucało Freudowi przywłaszczenie sobie oryginalności odkrycia nieświadomego. Prawdą jest jednak, że Freud ani nie "odkrył", ani nie "wynalazł" nieświadomego jako pierwszy, ale był niewątpliwie pierwszym, który stworzy psychologiczną teorię nieświadomego, jako części normalnego aparatu umysłowego w ramach normalnego funkcjonowania człowieka. Wcześniej - przez cały wiek XIX uważano nieświadome za patologię układu nerwowego. Same nieświadome stany umysłu były zaś opisywane od początku refleksji filozoficznej i przyrodniczej nad człowiekiem, choć przybierały różne ramy pojęciowe. Czasem też stanowiły raczej część dyskursu religijnego, mistycznego, a nie naukowego czy filozoficznego. 

Nie da się jednak zaprzeczyć pierwszeństwa Freuda w tworzeniu nowoczesnego rozumienia nieświadomego życia psychicznego.


Zapraszam na stronę Gabinetu Psychologicznego:

gabinet.imago@gmail.com


Fot. autora, prawa zastrzeżone


niedziela, 22 marca 2015

"Freud" Stefana Zweiga

W ostatnim czasie Instytut Studiów Psychoanalitycznych im. Hanny Segal opublikował biografię Zygmunta Freuda napisaną przez Stefana Zweiga. Jest to właściwie wznowienie pozycji tłumaczonej i wydanej w Polsce jeszcze przed wojną, czyli za czasów życia Freuda. Jest to też jedyna biografia Freuda powstała za jego życia.

Zweig był zafascynowany Freudem. Jest to wyczuwalne w jego książce. Czasami nawet czuć w stylu Zweiga przesadę posuniętą do idealizacji. Jednak tam gdzie autor opisuje szczegóły teorii, robi to ciekawie, literackim językiem, a jednocześnie nie upraszczając pewnych trudnych zagadnień. Poza kilkoma miejscami, z którymi można by dyskutować, książka jest dość kompetentna. Pozostaje też ciekawa i pełna pasji. Nawet początkowa przesada w podnoszeniu zasług Freuda i jego wyjątkowości, nie psuje całego efektu lektury. "Freud" Zweiga to dobry wstęp do zapoznania się z dziełem twórcy psychoanalizy.

Zapraszam na stronę Gabinetu:

gabinet.imago@gmail.com

Fot. autora, prawa zastrzeżone.


wtorek, 3 marca 2015

Marzenie senne

Psychoanaliza jest sztuką interpretacji. W pierwotnym zamyśle pomyślana była jako metoda odczytywania marzenia sennego. Oczywiście odnajdywanie znaczeń snów nie jest głównym zajęciem analityka i nie tylko sny go interesują, interpretacja snu jest jednak paradygmatem dla pracy terapeuty psychoanalitycznego w ogóle. Tak, jak snu nie rozumie się bezpośrednio, ale poprzez jego naturę symboliczną, poprzez mechanizmy nakładania na siebie treści, przesunięć sensu, tak również to, co mówi pacjent traktuje się, jak coś na kształt snu. 

Wielu analityków podkreśla, że impas w terapii często przełamywany jest poprzez marzenie senne i jego rozumienie. Thomas Ogden, odwołując się do pojęcia śnienia i zamyślenia, jako umiejętności odczytywania znaczeń tego śnienia, twierdzi nawet, że możliwość śnienia - na jawie i we śnie jest świadectwem zdrowia: nieświadome wówczas swobodnie pracuje, nie jest otamowane, zatrzymane w opracowywaniu wypartego i konfliktowego materiału.

Jak ważna jest kwestia marzeń sennych pokazuje już to, że opus magnum Freuda to Die Traumdeutung, praca poświęcona interpretacji marzeń sennych. To tam Freud daje wykład tzw. pierwszej topiki, tj. rysuje  pierwszy model aparatu psychicznego i znaczenia w nim sfery nieświadomego.

Również wybitny analityk o polsko - żydowskich korzeniach - Herman Nunberg uznał za stosowne i potrzebne omówienie problematyki snu na samym początku swojej klasycznej już pozycji Principles of Psychoanalysis.

Dlatego właśnie pacjenci terapii psychodynamicznej i psychoanalitycznej proszeni są o dzielenie się swoimi snami z terapeutą.

Zapraszam na stronę Gabinetu Psychologicznego:

gabinet.imago@gmail.com

Obraz Edvarda Muncha: Roździelenie


poniedziałek, 3 listopada 2014

Freudyzm a Koło Wiedeńskie

Psychoanaliza bywała posądzana o różne grzechy o: nienaukowość, biologizm, pozytywizm, spekulatywność, mityczność, metafizyczność, przeteoretyzowanie, antyhumanizm. Tzw. humaniści oskarżają ją właśnie o biologizm i pozytywizm; "naukowcy" o metafizyczność i spekulatywność.

Może łatwiej byłoby zrozumieć się wszystkim stronom w tych sporach, gdyby dyskusje opierały się na ustalaniu definicji i życzliwości w rozmowie, a nie na emocjach, uprzedzeniach i powierzchownym rozumieniu. 

Artur Koterski jest autorem, który próbuje rehabilitować naukowy światopogląd Koła Wiedeńskiego, który przez część filozofów został w dużej mierze odrzucony ze względu na domniemany redukcjonizm różnego typu. Czy taki był on rzeczywiście? Koterski radzi czytać uważnie filozofów z tego kręgu.

W swoim tekście programowym Naukowa koncepcja świata filozofowie ci (a głównie Otto Neurath) uznali, że modelem psychologii naukowej jest behawioryzm. W jednym z fragmentów pisali jednak: "Badania w kierunku psychologicznym wciąż są we wczesnym stadium. Możliwe, że zaczątków bardziej wnikliwych wyjaśnień należy dopatrywać się we Freudowskiej psychoanalizie".

Ten fragment świadczy o tym, że psychoanaliza nie była łatwo odrzucana przez logicznych pozytywistów. To dopiero ich krytyk - Karl Popper - postanowił ją usunąć z pola nauki. Swoją drogą metodologia Poppera, jego falsyfikacjonizm okazał się w dużej mierze nietrafionym pomysłem na uprawianie nauki. Jak twierdził Paul Feyerabend, stosowany konsekwentnie, zniszczyłby naukę.


Zapraszam na stronę Gabinetu Psychologicznego:

gabinet.imago@gmali.com

Fot. autora, prawa zastrzeżone.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Zygmunt Freud na Morawach

Sigismund Schlomo Freud urodził się 6 maja 1856 w Příborze w Czechach, a dokładnie na Morawach, zmarł 23 września 1939 w Londynie. Większość swojego życia spędził w Wiedniu, w Austrii. Dlatego właśnie są trzy muzea Freuda: w Příborze, w Wiedniu i w Londynie.

Tak wyglądał dom, w którym narodził się twórca psychoanalizy, Příbor, Czechy:

Fot. autora; prawa zastrzeżone.

Fot. autora; prawa zastrzeżone.

Fot. autora; prawa zastrzeżone.

 Zapraszam na stronę Gabinetu Psychologicznego

gabinet.imago@gmail.com

Pomnik kozetki analitycznej. Fot. autora; prawa zastrzeżone.

wtorek, 1 lipca 2014

Choroba psychiczna a społeczeństwo

W ostatnim czasie zostałem zaproszony na spotkanie odbywające się w ramach festiwalu SURVIVAL, który miał miejsce we Wrocławiu. Poproszono mnie, abym wziął udział w dyskusji, która miała odbyć się w jego ramach. Rozmowa miała dotyczyć choroby psychicznej definiowanej jako zjawisko społeczne. Przygotowując się do dyskusji postanowiłem spisać pewne refleksje, które są jednocześnie odpowiedzią na trzy bardziej szczegółowe zagadnienia postawione przez moderatora rozmowy. Prezentowany tutaj tekst nie jest zapisem wypowiedzi wygłoszonej w ramach festiwalu, a nawet w wielu miejscach pewnie różni się od treści poruszanych podczas spotkania. Niemniej jednak pewne idee pozostają wspólne.

fot.autora, prawa zastrzeżone

1. Geneza i znaczenie społecznego skonstruowania choroby psychicznej (Na czym to skonstruowanie polegało? Czemu służyło? Jakie przyniosło skutki?).

W samym tym sformułowaniu zawiera się kilka pojęć, terminów bardzo niejasnych. Jeśli mamy mówić o tych pojęciach, to warto je choć trochę zdefiniować, co i tak nie pozwoli nam na wyjście z niepewności, bo każda z tych definicji, które można tu zaproponować będzie jakoś niepełna i problematyczna. Po pierwsze więc zapytać można o to skonstruowanie społeczne, co to oznacza, w jakim sensie o nim mowa itp.? No i druga sprawa: to co zostaje tu opracowane? Co to jest choroba i co to jest choroba psychiczna? Oczywiście cała ta dyskusja jest o tym, więc lepiej zapytać – co tutaj mówiąc rozumiem używając tych terminów?

I tu od razu pojawia się problem: jak zdefiniować chorobę? Definicja negatywna, apofatyczna nic tu nie wnosi: tzn., że choroba to brak zdrowia; bo czym jest zdrowie? Brakiem choroby? To klasyczne circulum vitiosus. To można inaczej, idąc za wskazówkami WHO: „Zdrowie jest stanem pełnego dobrego samopoczucia (dobrostanu) fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko nieobecnością choroby czy niedomagania. Choroba jest takim stanem organizmu, kiedy to czujemy się źle, a owego złego samopoczucia nie można jednak powiązać z krótkotrwałym, przejściowym uwarunkowaniem psychologicznym lub bytowym, lecz z dolegliwościami wywołanymi przez zmiany strukturalne lub zmienioną czynność organizmu. Przez dolegliwości rozumiemy przy tym doznania, które są przejawem nieprawidłowych zmian struktury organizmu lub zaburzeń regulacji funkcji narządów.”

To pewnie bardzo problematyczne określenia, ale są pewnym drogowskazem. Ważny tu jest aspekt subiektywny: doznawane cierpienie, brak dobrostanu. To przecież decyduje, że pacjent jest pacjentem, to znaczy osobą cierpiącą. No i druga sprawa, czynnik „obiektywny” jakaś zmiana strukturalna albo funkcjonalna, która powoduje to cierpienie. Można powiedzieć, że medycyna próbuje znaleźć te czynniki zmiany i je zmienić – uleczyć. Czasem błędnie je rozumie, ale jest raczej skuteczna, przynajmniej w ostatnich stu latach. Przy takiej definicji choroby, to oczywiście wszystkie zaburzenia psychiczne, jak je teraz rozumiemy, byłyby chorobami, ze względu na potencjalne cierpienie – ale wówczas o tym czy ktoś jest chory decydowałby sam chory: przeżywam cierpienie, czuję się chory, to jestem chory. To w pewnym stopniu poprawna myśl, ale też rodząca pewne trudności. Gorzej jednak z określeniem patogenezy, etiopatogenezy. W zaburzeniach psychicznych najczęściej nie znamy „twardych”, biochemicznych, jednoznacznych przyczyn, albo konkretnych zmian struktury i funkcji mózgu. Łatwiej o to w neurologii: jakaś dolegliwość, zmiana powoduje powikłania psychiczne. W psychologii zdani jesteśmy na spekulatywne hipotezy i teorie. A na psychologię zdani jesteśmy bo medycyna tu wciąż nie wystarcza. W tym sensie można powiedzieć, że od czasów Freuda niekoniecznie dużo się zmieniło.

Pozostają nam więc teorie psychologiczne i poczucie choroby pacjentów, no może jeszcze poczucie choroby u kogoś żywione przez otoczenie – np. lekarzy. To jednak niebezpieczna ścieżka, historia to pokazała. Wiemy też, dzięki antropologii i etnologii, iż poczucie, że jest ze mną coś nie tak, czyli subiektywne cierpienie, jest określane przez kulturę, historię, zmiany społeczne. Zatem norma, bo do normy zarówno lekarz jak i pacjent muszą się odwołać, jest zależna od kultury. Zresztą nawet w medycynie są od dawna problemy z określeniem co jest normą; pisał o tym już Comte, a bardziej współcześnie w znanej pozycji Normalne i patologiczne Georges Canguilhem.

Idąc tym tropem kultury, posiłkując się też myśleniem antropologicznym, strukturalnym, powiedziałbym, że są pewne formy myślenia niezmienne, takie uniwersalia psychologiczne i kulturowe, oraz zmienne treści, które mogą te formy wypełnić. Z takiego ujęcia wypływa odpowiedź na zadane pytanie. Jestem zatem przekonany, że w pewnym sensie nie ma postępu w myśleniu ludzi – to wniosek antropologii strukturalnej i etnopsychoanalizy. Człowiek zawsze, w każdej kulturze i w każdej epoce skazany jest na pewne formy myślenia, nazwijmy je magiczno – religijne, oraz na posługiwanie się określonymi mechanizmami myślenia: projekcją, wyparciem, tłumieniem, sublimacją etc. To oczywiście rodzaj redukcjonizmu psychologicznego w opisie człowieczeństwa, ale moje myślenie o tym wypływa z tego, co o społeczeństwu i kulturze pisali Freud, Bettelheim, Roheim, Fromm, Segal i pewnie inni jeszcze analitycy. Co ciekawe, podobne uwagi czynił też papież polskiej psychiatrii, Antoni Kępiński. Tylko Kępiński ukrywał się trochę za maską ateoretyczności, formułował wnioski ze stanowiska swoistego kępinizmu, a nie z dużej teorii, jak np. teoria psychoanalizy. Choć Kępiński znał bardzo dobrze ustalenia różnych teorii, również psychoanalizy. I to jest ten wątek formalny. Treściowo jednak myślenie ludzkie się zmienia. Można więc powiedzieć, że zawsze ludzie dzielili świat społeczny na swoich i obcych, na nas zdrowych i was chorych, ale to, co było normą historycznie i kulturowo się zmieniało. Zatem w starożytnej Grecji zdziwienie mógł budzić – oczywiście w określonym czasie i miejscu – Sokrates, „gorsząc młodzież”, ale dzisiaj uznaje się go za uosobienie racjonalności. Dzisiaj w naszej kulturze nie wierzyć w religijnych bogów jest czymś normalnym, ale kiedyś mogło to uchodzić za przejaw dziwaczności. Oczywiście nie proponuję to naiwnego spojrzenia, że chodzi tylko o odmienność kulturową. Zawsze za tym ukryta jest polityka i ekonomia, to, co Foucault nazywa urządzaniem, nadzorowaniem, relacją władzy i wiedzy, czy w końcu biobolityką. Należy zawsze pamiętać o politycznym znaczeniu nauczania Sokratesa, które można odczytywać jako wywrotowe. Ale są przykłady, w których jednak bardziej się rozchodzi o obyczajowość i kulturę. Božidar Ježernik w swojej książce o Bałkanach podaje taki przykład rozmowy podróżnika z przedstawicielem kultury tureckiej, zdaje się, że z Bośniakiem, ale mogę tu się mylić. Zwyczajem Turków i tych ludów, które były pod wpływem ich kultury było „zamyślanie się” mężczyzn i przesiadywanie w swoistej kontemplacji. Tak pewnie było do czasów „europeizacji” Turcji na początku XX wieku. Podróżny zapytał Turka o to zamyślanie, na co ten mu odpowiedział: „Bo wy Anglicy musicie stale coś robić”. Tu jest ta różnica kulturowa, różnica w tym co normalne. Zatem nasze zachowanie, to ciągłe bieganie za czymś, robienie kariery, to pewien trend kulturowy charakterystycznych dla czasów i pewnie też klasy społecznej.

Wracając więc do sformułowanego zagadnienia. Nie wiem czy nastąpiło jakieś skonstruowanie społeczne fenomenu choroby psychicznej. Może łatwiej tu myśleć o czymś co łatwiej i częściej określane jest jako wychodzące poza normy kulturowe – chodzi o psychozy: schizofreniczne, depresyjne, organiczne. Inne zaburzenia – we współczesnym znaczeniu tego pojęcia, w naszym kręgu kulturowym – nerwice, zaburzenia osobowości, perwersje, są bardziej podatne w definiowaniu na zmiany kulturowe. Trudniej je też określić mianem chorób, bo tam jeszcze bardziej płynna jest różnica między zdrowiem a zaburzeniem tego zdrowia, no i często nie ma degradacji fizycznej, somatycznej, fizjologicznej. W psychozach właściwie zawsze jakaś jest. To właśnie, ta komponenta somatyczna, fizyczna, powoduje, że łatwiej te fenomeny nazwać chorobami. I znowu, wracając do głównej myśli, wydaje mi się, że to konstruowanie choroby w społeczeństwie jest procesem ciągłym, i w swoich rozwiązaniach powtarzalnym, ale z różnymi akcentami. To są te uniwersalia ludzkiego myślenia. W tym sensie od starożytności się nie wiele zmieniło. Sposoby myślenia są wciąż takie same, tylko akcenty są inaczej rozłożone. Nie chcę tu dyskutować z tym co na temat choroby psychicznej napisał i powiedział Foucault, jego analizy historyczne i społeczne są przekonywujące, ale myślę, że nie wystarczające. Jego krytycy wskazują na pewną etnocentryczność badania, że ograniczył się do Europy Zachodniej, w dużej mierze do Francji. Nie pisał raczej o Europie Wschodniej. Poza tym opisał ewolucję i zmianę podejścia mieszczańskiego, grup intelektualistów i rządzących do szaleństwa, a nie ogółu społeczeństwa. Pewne grupy nie zmieniają tak szybko swojego myślenia. Raczej powiedziałbym, że szaleństwo, choroba psychiczna, jak i inne zjawiska opracowane przez kulturę, mają dwojaką naturę – mogą być „święte” albo „grzeszne”. Chwali się starożytnych, Hipokratesa, Galena, Areteusza, że starali się naukowo opisywać szaleństwo. No tak, ale był jeszcze dyskurs religii, który widziała w zaburzeniach psychicznych oddziaływanie sił boskich, duchowych, i praktyka życia zwykłego człowieka, w przeciętnym gospodarstwie, który szaleńca się bał. Średniowiecze, 1000 lat historii, to zarówno mrok inkwizycji – choć to raczej schyłek średniowiecza, polityka wykluczenia - to te praktyki wyrzucania szaleńców i odmieńców z miast, ale to również humanizm medycyny arabskiej i jej pierwsze próby instytucjonalnej pomocy osobom szalonym. To też rodząca się pod wpływem kultury starożytnej, poprzez świat bizantyjski i arabski medycyna europejska, to historia słynnej szkoły z Salerno, której korzenie sięgają bodaj XI wieku, to renesans „kobiecy” XII wieku i działanie takich postaci jak Hildegarda z Bingen, która – wydaje mi się – mogłaby kilka wieków później spłonąć za swoje poglądy. Później też tak było, że różne siły działały na recepcję i definiowanie szaleństwa. Przecież to wytworem Rozumu są zarówno azyle psychiatryczne, jak i późniejsze szpitale; zarówno tortury i dyscyplinowanie ciała, jak też terapia moralna. W służbie „nauki” dopuszczano się do znęcania nad ciałem chorego. Podobnie dzisiaj w tym samym porządku myślenia propaguje się humanistyczne, empatyczne podejście do chorych. W tym samym czasie kiedy kwitnie nauka, kiedy tworzą się podwaliny medycyny, płoną stosy - a na tych stosach ofiary polityczne na równi z szalonymi (co powtórzy się podczas Holocaustu, kiedy niemieccy psychiatrzy wyślą do gazu chorych i politycznych przeciwników, jak też w ZSRR, kiedy psychiatrzy sowieccy będą leczyć schizofrenię bezobjawową). Rozum w tym samym czasie funkcjonuje tu jako rozum naukowy – w różnych odsłonach, ale też rozum religijny. A należy jeszcze pamiętać, że figura Boga i dociekania teologiczne były ważnym aspektem myśli naukowej. Świetnym przykładem jest tu Kartezjusz czy Leibniz. Jest jednak jeszcze świat wsi, świat rolników, tych dla których życie miasta jest czymś obcym. Tam podejście do szaleństwa jest znowu nieco inne. Z jednej strony szaleńcy, dziwacy, upośledzeni, są ze wsi wyrzucani – łamią porządek wspólnoty, albo są izolowani, prawie jak Kaspar Hauser - w domowych celach, albo się w ten porządek wpasowują jak jurodiwy, jak głupek wioskowy, jak dziad wędrowny – nabierają wtedy liminalnego charakteru, żyją na pograniczu społeczeństwa, między światem żywych a umarłych, ludzkim, a boskim; to postaci, których można się bać, można wyśmiewać, ale też trzeba nakarmić, czasem wysłuchać, czasem poprosić o radę albo uczestnictwo w ważnym wydarzeniu rodzinnym.

I tu podjąłem te różne wątki historyczne, polityczne, religijne. Ale podstawą tego jest stosunek człowieka do inności. Od Freuda do Žižka, albo właściwie od Ludwiga Feuerbacha do Žižka, opisuje się mechanizmy eksterioryzacji treści psychicznych: alienacji i projekcji. Wybitny psychoanalityk brytyjski Wilfried Bion opisał, że w każdym człowieku, w jego osobowości tkwi część psychotyczna i niepsychotyczna. Każdy człowiek podskórnie boi się bycia w stanie psychotycznym (tak jak go opisała Melania Klein i Bion). Podobnie pisali o tym Jung i Kępński (obaj też doznali epizodu psychotycznego). Dlatego można powiedzieć, że proces opracowania szaleństwa jest nieskończony, dzieje się ciągle, na poziomie każdego człowieka i jego lęku przed własnym szaleństwem. Pewne kulturowe i społeczne trendy mogą wspierać jakieś tam widzenie tego szaleństwa i jakieś radzenie sobie z nim. Tak dzieje się indywidualnie: bardziej lub mniej świadomie dokonuje się projekcji na innego. Tak dzieje się też społecznie, to opisywano w analizach nazizmu, robili to np. Wilhelm Reich, Erich Fromm; o tym pisała Hanna Segal odnoszą się do Zimnej Wojny i Wojny w Zatoce Perskiej, barwnie to też opisywał Žižek w kontekście wojny na Bałkanach w latach 90-tych XX wieku. Innym, odbiorcą tego, co wyprojektowane może być zatem chory psychicznie, Żyd, komunista, Arab, przyjezdny, Serb/Bośniak/Chorwat – jak mawia za Lacanem Žižek: chodzi o lęk przed tym, że inny zabierze naszą/moją rozkosz.

Należy jednak pamiętać, że zawsze te społeczne procesy, te indywidualne projekcje uwikłane są w politykę. Należy pamiętać, że decyzja nazistów o zniszczeniu Żydów, komunistów i chorych psychicznie, miała aspekt i ekonomiczny i polityczny. Chodzi więc jeszcze zawsze o ekonomię polityczną i biopolitykę. Również dzisiaj stoimy przed tym problemem.

fot.autora, prawa zastrzeżone


2. Choroba psychiczna/zaburzenie psychiczne dzisiaj: ujęcia i wątpliwości.

Już w tak sformułowanym zagadnieniu rysuje się jedna z poważnych trudności i kontrowersji: czy mówimy o chorobie, czy o zaburzeniach? Powstaje pytanie, czy zaburzenia to dokładnie to samo, co choroba? Jeśli tak, to czy w takim razie do jednego worka można włożyć psychozy i np. zaburzenia osobowości? Jeżeli natomiast nie, to pozostaje pytanie o definicje różnicujące: co odróżnia chorobę od zaburzenia? Obawiam się, że medycyna, psychologia i psychiatria nie posiadają jednoznacznych odpowiedzi na żadne z tych pytań. Zagadnienie, o które tu chodzi to zagadnienie nozografii, czy inaczej mówiąc, psychopatologii. Oczywiście są tu skrajne podejścia. Jedno z nich, to psychiatryczny nihilizm reprezentowany przez Thomasa Szasza - guru antypsychiatrii, który twierdzi, że choroby psychicznej nie ma, że to tylko wymysł polityczny. Druga skrajność to mnożenie bytów psychopatologicznych prowadzące do zawarcia w klasyfikacji chorób i zaburzeń psychicznych coraz większej liczby różnych zachowań ludzkich. Ta druga skrajność prowadzi do czegoś, co można nazwać psychiatryzacją, a w konsekwencji – medykalizacją życia, społeczeństwa itp. I tutaj jest również ten motyw związany z ekonomią i biopolityką! Jeżeli odwołać się do historii nomografii psychiatrycznej, to można zobaczyć geometryczny przyrost kategorii zaburzeń uznawanych przez psychiatrię, czego najbardziej dobitnym przykładem jest rozrastanie się kolejnych edycji podręcznika APA, tj. DSM. U zarania badań nad klasyfikacją psychiatryczną (która swoją drogą zawsze była czuła na zmiany społeczno – historyczne) tych jednostek chorobowych nie było tak wiele. W pierwszej połowie XX wieku, wyróżniano kilka grup zaburzeń, czego wyrazem są choćby kolejne tytuły książek Antoniego Kępińskiego: schizofrenie, melancholia, nerwice, psychopatie (czyli zaburzenia osobowości). To podstawowe jednostki. Ich wyróżnienie, a obok nich również zaburzeń psychosomatycznych, organicznych, perwersji, wpisuje się też w dominację, w psychiatrii myślenia psychoanalitycznego. To myślenie odwołuje się do konkretnej wizji człowieka, do wizji choroby i patologii, a przede wszystkim do koncepcji ciągłości między normą a patologią. Ta wizja została wyrażona w tytule jednej z książek Freuda: psychopatologia życia codziennego. Chodzi o to, że fenomeny psychopatologiczne, fenomeny życia nieświadomego łączą zdrowych z chorymi: wszyscy mają nieświadome. To jedno z najważniejszych dokonań Frueda: uznanie normalności życia nieświadomego. W XIX wieku psychiatria nawet jak doceniała fakt istnienia tego, co nieświadome, traktowała to życie jako coś patologicznego. To, czego dokonał Freud i psychoanaliza, to zbliżenie Rozumu z Nierozumem. Sugeruje to w końcowych częściach swojej Historii Szaleństwa Foucault. Ta dominacja psychoanalizy mimo pewnych negatywnych konsekwencji prowadziła jednak do tego, żeby przede wszystkim badać wewnętrzny świat przeżyć chorego, nadać im sens, próbować je zrozumieć. Psychoanaliza pokazywała, że to, co było postrzegane jako obłęd, fenomeny Nierozumu, można zrozumieć, że nie jest to właśnie zupełne szaleństwo! Tak powstała psychoterapia. W drugiej połowie XX wieku psychiatria biomedyczna dzięki wynalezieniu leków psychotropowych nabrała wiatru w skrzydła. Pomimo słusznej krytyki, z jaką spotkały się ahistoryczne poglądy na istotę nauki, pozytywizmu logicznego, czy nawet falsyfikacjonizmu w kulturze zagościł na dobre obraz nauki, jako czegoś co opiera się na faktach. Te fakty, wbrew ostrzeżeniom filozofów, często traktuje się jako coś, co ma być czysto obserwacyjne, odteortyzowane. To nie możliwe, o tym mówi słynna teza Duhema – Quine’a, teza o wysycenie teoretycznym nauki. Obecnie dominuje coś, co można nazwać fetyszyzmem faktu naukowego. Zatem od wszystkiego domaga się oparcia o dowody „naukowe” tzn. „czyste” dane obserwacyjne. Wynikiem tego jest behawioryzm w psychologii i zachowaniowa i pozornie ateoretyczna psychopatologia DSM. Takie myślenie prowadzi do tworzenia zaburzeń w oparciu o symptomy, bądź ich zespoły, czyli syndromy. To z kolei prowadzi do mnożenia bytów psychopatologicznych. I tak np. okazuje się, że objaw depresji, depresyjność, smutek może stać się od razu samodzielną chorobą. Oczywiście banalizuję tutaj, ale ta psychopatologia abstrahując od etiopatogenezy po prostu nie rozumie istoty tych objawów. Więc jeśli psychiatra ma lek na smutek – antydepresant, to z automatu przepisuje go zarówno w depresji dużej, melancholii, jak i dystymii, która może być depresyjnością w przebiegu nerwicy lub zaburzeń osobowości, czy w przebiegu żałoby, która jest zwyczajną reakcją na utratę kogoś ważnego. Chodzi więc o to, że zaczyna się leczyć coś, czego leczyć nie trzeba, jak np. żałoby. Albo co powinno się leczyć inaczej. Smutek, depresyjność w przebiegu nerwicy jest czymś zwyczajnym, ale powodowane jest konfliktową strukturą charakteru. To oczywiście myślenie psychoanalityczne. Ale to myślenie wskazuje, że leczenie powinno polegać na rozmowie. Chodzi o zbadanie dlaczego ktoś jest smutny, i jaką ten smutek odgrywa rolę? Do tego potrzebne jest myślenie, a nie diagnozowanie psychiatryczne. Psychiatra może wyciągnąć swój podręcznik, odszukać odpowiednie kategorie i podać lek. Sami psychiatrzy często podkreślają, że ten sam „przypadek”, te same objawy mogą opisać przy pomocy kilku co najmniej jednostek chorobowych. To oczywiście tworzy sytuację kiedy nie leczy się przyczyn, tylko znosi objawy. Tak, jak w łykaniu tabletek na ból głowy. To prowadzi znowu do medykalizacji i psychiatryzacji życia. Ginie wówczas różnica pomiędzy normą a patologią, i nawet codzienne picie kawy okazuje się schorzeniem psychiatrycznym. I chodzi tu o coś innego niż w przypadku traktowania normy i patologii, jako czegoś ciągłego w psychoanalizie. Freud pokazał, że wszyscy doświadczają nieświadomego, i przez to miewają tzw. objawy (czyli symbolicznie opracowane nieświadome konflikty) – i można o tym rozmawiać! Dyskurs psychiatryczny znosząc różnicę między zdrowiem i patologią mówi: twoje zachowanie jest chore, odbiega od normy, trzeba je leczyć, mamy dla ciebie pigułki. Dlatego psychiatria może się stać polem dla gry ekonomicznej i politycznej koncernów farmaceutycznych, co zapewne dzieje się już teraz. Stawką wówczas przestaje być zdrowie i zadowolenie z życia pacjenta, a zaczyna być zysk ekonomiczny. Mechanizmem jest tu, i niebezpieczeństwem zarazem – uzależnienie. Dobrze pokazuje to historia używania i zapisywania ludziom choćby benzodiazepin.

fot.autora, prawa zastrzeżone


3. Dlaczego warto traktować chorobę/zaburzenie psychiczne w kategoriach konstruktu społecznego (zarówno w kontekście teoretycznym jak i praktycznym związanym z leczeniem, terapią).


Myślę, że na pewno nie można traktować choroby jedynie jako konstruktu społecznego. Warto natomiast oczywiście brać pod uwagę to, jak fenomeny psychopatologii są rozumiane w danej kulturze. I ma to oczywiście różne funkcje. Przede wszystkim to, co jest dziwacznością zachowania w „naszej” kulturze, może być normą w innej kulturze i innym czasie historycznym. Co oczywiście nie zmienia faktu, że i takie historyczne, kontekstualne myślenie ma ograniczenia. Jeśli tłumi się nadmiernie seksualność, bo taka jest kultura, to i tak może powstać zaburzenie, bo seksualność przynależy biologii człowieka. To przypadek histerii. Z drugiej strony, jeśli kobieta chce wybrać męża, zdjąć z głowy zawój, a w danej kulturze jest to nienormalne i nawet karane, bo wychodzi poza prawo zwyczajowe, czy religijne, czy to jest patologia? Raczej nie! Zatem jeśli psychiatra w ZSRR wierzył, że buntowanie się przeciwko systemowi jest chorobą, to był ślepy na uwarunkowania społeczno – polityczne. Taki bunt może być chorobą, ale jeśli towarzyszy mu wiele innych objawów: odmienności, dziwność, objawy takie jak halucynacje czy otępienie, itp. Stawianie diagnozy musi zatem brać pod uwagę dwie sprawy: to, jakie w danej kulturze zachowania są dziwaczne, a jakie nie; i druga rzecz – czy to, że w naszej kulturze dane zachowanie jest dziwaczne świadczy o patologii człowieka czy systemu. I świetnym tego przykładem jest pracoholizm. Wydaje się, że jest to szaleństwo, ale obecnie w Polsce, w grupie młodych osób, z wykształceniem wyższym, głównie w dużych miastach, to norma, a nawet powód do dumy: praca po 14 godzi, rozłąki z rodziną z powodu delegacji, czy tłumaczenie wagą pracy zostawienie dziecka na wiele godzin zamkniętego w samochodzie – dla mnie to zaburzone zachowania, może nie koniecznie choroba; dla kogoś innego to może być norma – w jednej i tej samej kulturze! To moment kiedy na diagnozę i w ogóle terapię oddziałują czynniki polityczne i realia ekonomiczne. Należy pamiętać, że w XIX wieku małe dzieci pracowały w kopalniach po 12 godzin dziennie, i to uważano za normalne! Zatem nie można abstrahować od kontekstu społecznego, ale tylko pewna świadomość historyczno – społeczna może pomóc w rozpoznanie znaczenia danego zachowania, czy objawu. Nie można jednak abstrahować od biologii! Nie można negować istnienia psychoz, uzależnień substancjalnych, czy niekorzystnego wpływu tłumienia popędów. Kultura ma podwójne znaczenie w kontekście zjawisk psychopatologii. Pisał o tym pięknie Freud. Jest ona źródłem stłumień, zahamowań, cierpienia, ale też pozwala regulować agresję. To właśnie kultura powoduje, że jeżeli mój sąsiad potrzebuje pieniędzy, to nie przyjdzie do mnie i mi ich nie zabierze. Raczej pójdzie do pracy! To ten pozytywny aspekt. Ale kultura może też powodować, że ludzi wysyła się do obozów koncentracyjnych. Pisał o tym Terry Eagleton: w byłej Jugosławii kulturą było coś, za co zabijano. Bycie Serbem, bycie Bośniakiem, to była różnica kultury, i za to można było zginąć. To też kultura, w swojej destrukcyjnej odsłonie. Ale też, jak pisał Freud, to kultura chroni nas przed współczesnymi Dżingis - Chanami i daje możliwości sublimacji naszej energii psychicznej. Zatem kultura może wprowadzać rozmowę z chorym, humanizować terapię, ale za chwilę, ta sama kultura – inne w niej siły i nurty – mogą powracać do kaftanów bezpieczeństwa, chemicznych tym razem. Jest mi źle – wezmę pigułkę. To o tym przecież traktowały antyutopie. O tym pisał Aldous Huxley, o tym pisał Orwell; w jego Roku 1984 wszyscy piją dżin zwycięstwa – tym się otumaniają. My mamy Prozac! To wizja świata z książki Łowca Androidów Philipa Dicka, gdzie ludzie ustawiają sobie na odpowiedniej maszynie nastrój na cały dzień, a jednak klimat całej ich rzeczywistości jest nieznośnie ponury i przygnębiający. Z tego właśnie trzeba sobie zdawać sprawę w każdej terapii – psychoterapii i farmakoterapii.

Zapraszam na stronę Gabinetu Psychologicznego:

gabinet.imago@gmail.com

Zapraszam również na stronę 



fot.autora, prawa zastrzeżone

środa, 30 kwietnia 2014

O wolnych skojarzeniach

Zygmunt Freud w cyklu wykładów O psychoanalizie (1909 rok, Wykłady, Wyd. KR, 2010, s. 25) pisał na temat wolnych skojarzeń:

"Stosując tę technikę, zauważmy, iż przeszkadza nam fakt, że chory często się zatrzymuje, zaczyna się zacinać, twierdzi, iż nie ma nam nic do powiedzenia, nic mu nie przychodzi do głowy. Gdyby to była prawda, gdyby chory miał rację, musielibyśmy uznać nasze postępowanie za niedostateczne. Atoli bardziej subtelna obserwacja dowodzi, że skojarzenia właściwie nigdy nie zawodzą. Pozór ten wynika wyłącznie stąd, że chory pod wpływem oporów, które mogą się przebrać w różne krytyczne sądy na temat wartości skojarzenia, zatrzymuje postrzeżone skojarzenie czy też ponownie je likwiduje. Możemy obronić się przed tym, przepowiadając pacjentowi, że będzie się zachowywał w ten sposób i domagając się od niego, by nie przejmował się tą krytyką. W pełni wyrzekając się takiego krytycznego wyboru chory powinien mówić wszystko, co tylko przyjdzie mu do głowy, nawet jeśli uzna to za niewłaściwie, za niezwiązane z kontekstem, za nonsensowne, przede wszystkim zaś, jeśli zastanawianie się nad takim skojarzeniem jest dla niego nieprzyjemne. Stosując się do tego zalecenia, chory dostarczy nam materiał, który naprowadzi nas na ślad wypartego kompleksu."

Freud w swoim medycznym języku używa pojęcia chorego. My oczywiście moglibyśmy zastąpić to pojęcie innymi, częściej obecnie używanymi - osoba z problemami nerwicowymi, z zanurzeniem osobowości, z lękiem, depresją etc. Zasada wolnych skojarzeń pozostaje jednak niezmienna. To, co napisał o niej Freud jest wciąż aktualne i stanowi podstawę wszelkiej terapii psychodynamicznej i psychoanalitycznej. Czasami niestety trudno pacjentom jest się tej zasadzie poddać, z tych właśnie powodów, które już wymienił Freud: ze względu na nieświadomy opór, być może dzisiaj nawet większy niż w czasach Freuda - ze względu na powszechne zjawisko narcystycznego uwielbienia własnej indywidualności: "wiem lepiej co mi jest, i co mi potrzeba". Praktyka terapeutyczna pokazuje raczej, że pacjent poddany oporom, dominacji zasady przyjemności i przymusowi powtarzania, niestety nie rozpoznaje najlepiej tego, czego potrzebuje. Przecież właśnie to sprowadziło go do terapii. Dlatego warto spróbować i poddać się procedurze swobodnego kojarzenia i słuchania interpretacji.

Zapraszam na stronę Gabinetu Psychologicznego:

gabinet.imago@gmail.com

Zapraszam na stronę Centrum Psychoterapii:


Fot. autora, prawa zastrzeżone.

czwartek, 12 grudnia 2013

Imiona Ojca

Z polską humanistyką bywa różnie. Jest to zapewne wynik różnych czynników. Niemniej jednak, jednym z ważnych źródeł tego stanu rzeczy, jest brak tłumaczeń wpływowych i znanych pozycji filozofii, psychologii, psychoanalizy, antropologii itp.

Brak tłumaczeń dotyczy różnych autorów i różnych dziedzin. W dziedzinie psychoanalizy i psychoterapii odczuwalny jest głównie odnośnie prac Lacana i Kernberga. Wydawane są dzieła zebrane Freuda; pojawił się komplet dzieł Melanii Klein; pojawiają się prace jej uczniów, w tym Hanny Segal i powoli również Wilfreda Biona.

Dziwny jest ten brak, brak Lacana i Kernberga. To akurat autorzy z przeciwległych krańców myśli analitycznej. Może powoli ten brak się wypełni? Tak, jak może w końcu będzie można doczekać się tłumaczenia Anty-Edypa Guattariego i Deleuza (choć podobno praca nad tłumaczeniem już trwa).

Póki co dostajemy do rąk tłumaczenie dwóch wystąpień Lacana pt. Imiona - Ojca (Symboliczne, wyobrażeniowe i realne oraz wykład Wprowadzenie do Imion - Ojca). Jest to wydanie PWN z 2013 roku. Lektura tych dwóch wystąpień może zwieść. Pozornie łatwa, wyda się pusta. Dopiero czytelnik obeznany z całym dziełem Lacana coś z niej wyniesie. To taki paradoks.

Zapraszam na stronę Gabinetu Psychologicznego:

gabinet.imago@gmail.com 

Fot. autora. Prawa zastrzeżone.

poniedziałek, 11 listopada 2013

O motywacji i skuteczności w psychoterapii

Psychoterapia jest skuteczną metodą leczenia. Udowadniano ten fakt na różne sposoby i w różnych kontekstach. Psychoterapia psychoanalityczna, psychodynamiczna, czy też psychoanaliza również okazują się skuteczną drogą do zdrowia i równowagi psychicznej. Pomimo mocnej krytyki tej metody, która najczęściej wynika z prostej ignorancji, albo niezrozumienia, sporo badań pokazuje skuteczność leczenia opartego na myśleniu Freuda i Melanii Klein. Warto tu szczególnie przejrzeć wyniki badań zespołów Otto Kernberga, czy też Glena Gabbarda.

Psychoterapia psychodynamiczna nie może jednak pomóc każdemu. Nie chodzi tu nawet o ograniczenia samej metody, co raczej ograniczenia osoby korzystającej z tej formy terapii Gregorio Kohon w eseju Miłość w czasach szaleństwa ( A. Gren, G. Kohon Miłość i jej losy, Oficyna Ingenium, 2008) pisze na temat psychoanalizy następująco:

"Każdy prawdziwy wgląd psychoanalityczny wywiera ogromne wrażenie, nie tyle z powodu odkrycia czegoś nowego, co dlatego, że wcześniej nie wiedzieliśmy tego o sobie. Psychoanaliza nie jeste zwykłym ćwiczeniem intelektualnym, różni się też od metody leczącej poprzez doświadczenie katharsis i wymaga od pacjenta przede wszystkim pokory, dzięki której ten człowiek może znieść świadomość, iż tak mało wie na swój temat. Ten wymóg nie ma związku z rodzajem dolegliwości, poziomem patologii lub warunkami społecznymi. Drugi warunek niezbędny, aby móc korzystać z psychoanalizy, to przeżywanie konfliktu, który niesie cierpienie."

Kohon wyróżnia więc dwa punkty będące warunkiem możliwości skorzystania z leczenia psychoanalitycznego, a moim zdaniem również psychodynamicznego: pokora wobec własnej niewiedzy pacjenta i przeżywanie cierpienia związanego z konfliktem wewnętrznym.

Zapraszam na stronę Gabinetu Psychologicznego:

gabinet.imago@gmail.com

Fot. autora, prawa zastrzeżone.

poniedziałek, 23 września 2013

Psychoanaliza i religia

Wedle psychoanalizy religia i różne zjawiska religijne są efektem zarówno normalnego, jak też obronnego procesu projekcji. Jest to punkt widzenia zgodny z koncepcją alienacji religijnej Ludwiga Feuerbacha. Bóg jest widziany z tej perspektywy, jako wytwór człowieka, jego psychiki. Obraz boga, imago boga jest zależny zatem od psychicznych właściwości każdego człowieka, ale też od zbiorowej psyche, jak pisał Freud. Z punktu widzenia psychoanalizy chodzi więc zawsze o prywatną, w dużej części nieświadomą, koncepcję boga, która w różnym stopniu jest zależna od oficjalnego wyobrażenia boga dominującego w danej społeczności. 

Na temat religij pisał przede wszystkim Freud. Również jego uczniowie podjęli ten ciekawy temat. Dotyczyła tego praca Karla Abrahama Dreams and Myths. A Study in Race Psychology oraz Otto Ranka The Myth of the Birth of the Hero.


Zapraszam do zapoznania się z recenzją książki Narodziny żyjącego Boga, dotyczącą tej właśnie problematyki. Autorką książki jest psychoanalityczka Ana – Maria Rizzuto. Recenzję ukazała się w najnowszej tece Pressji:



Ana-Maria Rizzuto, zdjęcie ze strony:  internal...
Tutaj można się zapoznać z tekstem autorki na poruszany temat:


Zapraszam na stronę Gabinetu:

gabinet.imago@gmail.com

Fot. autora, prawa zastrzeżone.

środa, 29 maja 2013

Id, Ego, Superego

Id, Ego i Superego to wyróżnione przez Freuda struktury aparatu psychicznego. Określające je łacińskie nazwy gubią nieco ich znaczenie, tak bliskie doświadczeniu. Pierwotne, niemieckie określenia to: Es, Ich, Uberich, czyli polskie: To/Ono, Ja, Nad-Ja. Te spolszczenia wydają się być bliższe intuicyjnemu rozumieniu. 

Zapraszam do obejrzenia, nieco zabawnego, ale pouczającego filmu (w wersji anglojęzycznej), wyjaśniającego czym te struktury są. Ważną rzeczą, na którą zwraca uwagę narratorka, to brak neurologicznego, prostego odwzorowania tych struktur w mózgu. To wskazuje na hipotetyczną i modelową wartość freudowskiego opisu aparatu psychicznego. Niemniej jednak, jak wskazuje na to zresztą treść filmu, pojęcia te są ściśle powiązane z doświadczeniem każdego człowieka.




Zapraszam na stronę Gabinetu psychologicznego:

gabinet.imago@gmail.com

poniedziałek, 11 marca 2013

Paradoks superego


Nad-ja odpowiada za nakazy moralne, poczucie powinności, czy poczucie winy. Jest to instancja psychiczna przynależna modelowi strukturalnemu aparatu psychicznego, który zaproponował późny Freud. Instancja ta – ów hipotetyczny twór umysłowy – dość nieszczęśliwie czasem nazywana jest superego, idąc za mianownictwem anglojęzycznym. Niemieckie Über-ich, oznacza tyle co Nad-ja. Ten językowy kształt oddaje intuicję, której pozbawione jest pojęcie superego: instancja ta jest „nad”, „ponad” mną! To Bruno Bettelheim zwracał kiedyś uwagę na ten fakt.

Slavoj Žižek, idąc za Lacanem, podkreślał, że Nad-ja jest instancją surową, odpowiedzialną za auto-poniżenie: jest ona wyjątkowo bezwzględna i sroga. Można ryzykować twierdzenie, że Žižek nie różnicuje tu kształtów Nad-ja; bowiem sama ta struktura może być różnie dojrzała, a zatem różnie surowa, albo różnie słaba. Ale Žižek wskazuje na zapoznaną skądinąd intuicję, wywodzącą się może z faktu, że struktura ta w nieświadomym ma bliski kontakt z To (id), mówiącą o gnębiącym i poniżającym działaniu Nad-ja.

W książce Kruchy absolut (2009, Wyd. KP) Žižek pisze następująco: „(…) im więcej pijesz coli, tym bardziej chce ci się pić; im większe osiągasz zyski, tym więcej chcesz zarabiać; im bardziej stosujesz się do nakazów >nad-ja<, tym bardziej czujesz się winny (…) Jest to logika paradoksu, będącego przeciwstawieństwem miłości, w której – jak ujmuje to Julia w swoich nieśmiertelnych słowach skierowanych do Romea, >im więcej daję, tym więcej mam<. Kluczem do tego zaburzenia jest rozkosz dodatkowa, objet petit a (…) im bardziej się do niego zbliżasz, tym bardziej wymyka się pochwyceniu (lub: im bardziej go posiadasz, tym bardziej ci go brak).”

Być może właśnie ten aspekt Nad-ja, w interpretacji lacanowskiej, ukazuje najbardziej srogą stronę tej struktury: bezwzględny nakaz rozkoszowania się, zaspokajania rozkoszy, której nigdy nie da się zaspokoić – próby restytucji obiektu tęsknoty i ciągłego braku: obiektu małe a!

Zapraszam na stronę GabinetuPsychoterapii w Krakowie:

gabinet.imago@gmail.com

Fot. autora, prawa zastrzeżone.